Zbliżając się do Joon-woo, Mi-jo zdała sobie sprawę z okropnej prawdy, że ma bardzo osobisty związek z młodym mężczyzną. Rodzi to wszelkiego rodzaju filozoficzne pytania o to, jakie obowiązki nieśmiertelna kobieta ma wobec społeczeństwa lub swoich przyjaciół. Zastanawiamy się również, jakie obawy Mi-jo może słusznie mieć wobec otaczającego ją świata w świetle tego wszystkiego. Niestety, „Miłość za tysiąc więcej” kończy się na tym, że zajmuje się zdecydowanie mniej interesującym, romantycznym kątem tego wszystkiego.

Muszę przyznać, że czasami wydaje mi się to zagadkowe, jak dramaty internetowe mogą być kierowane przez tak wyraźnie silne koncepcje, tylko po to, by w przewidywalny sposób mieć rozczarowujące zakończenia, ponieważ nie ma możliwości rozwiązania wszystkich przedstawionych problemów. I naprawdę, zespół produkcyjny nawet tutaj nie próbuje. Wiele z ostatniego odcinka koncentruje się wokół koncertu rapowego. Nie mam nic przeciwko rapowi – szczerze, ścieżka dźwiękowa to jeden z mocnych punktów w „Miłość za tysiąc więcej” . Po prostu działo się tutaj o wiele więcej rzeczy, które nie zostały odpowiednio rozwiązane.

Na przykład, co mamy zrobić z tą złowieszczą rewelacją dotyczącą historii Jasona? A nawet na poziomie przyziemnym, dlaczego Yeon-ji tak dobrze przyjmuje odrzucenie po tak długim skupieniu się na nim? Nie otrzymała nawet prawdziwego odrzucenia – Joon-woo po prostu przerzuca się bez odpowiedzi, jak to ma w zwyczaju, ponieważ poza okazjonalnymi chwilami życzliwości nigdy tak naprawdę nie mówi ani nie robi niczego poza zachowywaniem się trochę gburowato.

Atrakcyjność Mi-jo jako głównej damy jest znacznie łatwiejsza do przeanalizowania, ponieważ… spójrz na nią. Wystarczy spojrzeć na te piękne stroje, które nosi w każdym odcinku. Jak to nie jest rzecz w prawdziwym świecie? Nie są nie na miejscu ani nic w nowoczesnym środowisku. Tak fajnie wyglądają, że możemy ją zobaczyć na koncercie rapowym, po prostu robi swoje interesy na ulicy czy gdziekolwiek, i wszystko wygląda zupełnie normalnie i bezproblemowo.

Jestem pewien, że robiłem te komentarze wcześniej. Który, jak sądzę, jest głównym głównym problemem z „Miłość za tysiąc więcej” . Dobre części są tak dobre, że po prostu żałuję, że zespół produkcyjny nie wprowadził tego samego poziomu misternych szczegółów do całej historii. Po co w ogóle zawracać sobie głowę całym kątem nieśmiertelności, jeśli nie zamierzasz nic z tym zrobić? Po prostu spraw, by Mi-jo była modną dziewczyną, która lubi oldschoolowe rzeczy. Raperzy też mogą to wykopać, jestem pewien.

Źródło: HanCinema